poniedziałek, 23 października 2017
Welcome back fucking insecure
Omg... przeżyłam 3 tygodnie uczelni i znowu wraca koszmar nad rozmyślaniem o życiu że nic nie ma sensu i tak na prawdę to nie mam pojęcia co ja będę potem robić bo mam wrażenie że do niczego się nie nadaję. i że faktycznie może zmarnowałam sobie życie podejmując takie decyzje.
środa, 19 kwietnia 2017
13 Reasons Why
Niedawno.. a w sumie nawet dawno bo 31 marca, a dziś mamy 19 kwietnia... do rzeczy. Trzynaście powodów! Thiteen reasons why. Nowy serial Netflixa. Bardzo dobry serial. Myślę, że dużo osób na niego czekało. W tym ja. A po swojej premierze (dziękujmy Bogu, że w jeden dzień wyszły wszystkie odcinki) bardzo szybko zdobył popularność. Moje przemyślenia będą zawierały wiele spojlerów więc kto jeszcze tego nie widział to go zachęcam, ale polecam ominąć ten post. No to co... Gotowi na kolejną dawkę moich myśli? Start!
Hannah Baker. Nasza główna bohaterka.
Spotkałam się niestety z wieloma krytycznymi uwagami pod jej kierunkiem. Nie do aktorki, która btw zagrała świetnie, lecz do samej postaci i tego jaka była. Drama Queen, chciała zwrócić na siebie uwagę, histeryczka, wgl źle zrobiła, jak mogła nagrać takie kasety, głupia była i ona jest wszystkiemu winna i nie miała powodów. Halo. 13 powodów. Taki mamy tytuł. Czyli jednak miała powody, a to, że niektórzy nie są empatyczni i ich nie rozumieją... to ich problem.
Dobra. Może trochę dramatyzowała i wyolbrzymiała. Może źle zrobiła, że nie powiedziała Jessice o gwałcie i że nie zostawiła listu dla rodziców. Ale mimo wszystko jej życie było koszmarem i rozumiem dlaczego popełniła samobójstwo. Była sama. Rodzice przejęci sklepem nie dostrzegli, że z nią jest coś nie tak, szkolny psycholog nie zrobił nic by odwieść ją od tego czynu. Clay niby przy niej był a nie dostrzegł jej cierpienia. Np nie rozumiał, że lista nie była dla niej komplementem. Nikt jej nie potrafił zrozumieć. Na koniec doszedł jeszcze gwałt.
Nie wyobrażam sobie żeby codziennie ludzie patrzyli na mnie tak jak na nią, żeby każdy uważał mnie za łatwą i myślał, że może ze mną wszystko, nie wyobrażam sobie, żeby ktoś czytał moje bardzo prywatne i osobiste przemyślenia i to jeszcze w formie wiersza. To doprowadziło do bardzo wielu głębokich ran w jej umyśle i sprawiło, że postąpiła tak a nie inaczej. Nawet jedna z niewielu dobrych rzeczy w jej życiu jaka ją spotkała - miłość do Claya (który btw mógł wcześniej zrobić coś z tym uczuciem...ugh miał tyle możliwości..ale o nim kiedy indziej)- nie spowodowała, że miała sens życia. Zgubiła go. Straciła. Bo jak żyć gdy każdy ma ją gdzieś i ma o niej takie a nie inne zdanie. Jak ma sobie z tym radzić gdy jest ze wszystkim sama. A jest sama bo wszyscy ją zawiedli, zranili... i jak ma w tym momencie komuś zaufać.
Nie rozumiem ludzi, którzy najeżdżają na Hannah. Na prawdę miała okropne życie i nie rzecze tego nikomu. Chciałabym, aby młodzież w dzisiejszych czasach przestała być taka jak ukazano ją w ty serialu. Bo takie rzeczy się dzieją, gnębienie, przyszywanie fałszywej łątki, kłamstwa o innych, gwałty... Okropne.
Ten serial mam nadzieję, że otworzy oczy niektórym ludziom i skłoni ich by zaczęli postępować inaczej lub by w przyszłości zwrócić komuś uwagę by się zmienił bo kogoś może głęboko ranić. Poza tym... mam nadzieję, że ten serial również zwrócił uwagę na to by rozmawiać z młodzieżą i zwracać bardziej uwagę na to jak się zachowują, czy potrzebują pomocy...
Może ten post jest bez ładu i składu, ale musiałam to z siebie wyrzucić.
Hannah Baker. Nasza główna bohaterka.
Spotkałam się niestety z wieloma krytycznymi uwagami pod jej kierunkiem. Nie do aktorki, która btw zagrała świetnie, lecz do samej postaci i tego jaka była. Drama Queen, chciała zwrócić na siebie uwagę, histeryczka, wgl źle zrobiła, jak mogła nagrać takie kasety, głupia była i ona jest wszystkiemu winna i nie miała powodów. Halo. 13 powodów. Taki mamy tytuł. Czyli jednak miała powody, a to, że niektórzy nie są empatyczni i ich nie rozumieją... to ich problem.
Dobra. Może trochę dramatyzowała i wyolbrzymiała. Może źle zrobiła, że nie powiedziała Jessice o gwałcie i że nie zostawiła listu dla rodziców. Ale mimo wszystko jej życie było koszmarem i rozumiem dlaczego popełniła samobójstwo. Była sama. Rodzice przejęci sklepem nie dostrzegli, że z nią jest coś nie tak, szkolny psycholog nie zrobił nic by odwieść ją od tego czynu. Clay niby przy niej był a nie dostrzegł jej cierpienia. Np nie rozumiał, że lista nie była dla niej komplementem. Nikt jej nie potrafił zrozumieć. Na koniec doszedł jeszcze gwałt.
Nie wyobrażam sobie żeby codziennie ludzie patrzyli na mnie tak jak na nią, żeby każdy uważał mnie za łatwą i myślał, że może ze mną wszystko, nie wyobrażam sobie, żeby ktoś czytał moje bardzo prywatne i osobiste przemyślenia i to jeszcze w formie wiersza. To doprowadziło do bardzo wielu głębokich ran w jej umyśle i sprawiło, że postąpiła tak a nie inaczej. Nawet jedna z niewielu dobrych rzeczy w jej życiu jaka ją spotkała - miłość do Claya (który btw mógł wcześniej zrobić coś z tym uczuciem...ugh miał tyle możliwości..ale o nim kiedy indziej)- nie spowodowała, że miała sens życia. Zgubiła go. Straciła. Bo jak żyć gdy każdy ma ją gdzieś i ma o niej takie a nie inne zdanie. Jak ma sobie z tym radzić gdy jest ze wszystkim sama. A jest sama bo wszyscy ją zawiedli, zranili... i jak ma w tym momencie komuś zaufać.
Nie rozumiem ludzi, którzy najeżdżają na Hannah. Na prawdę miała okropne życie i nie rzecze tego nikomu. Chciałabym, aby młodzież w dzisiejszych czasach przestała być taka jak ukazano ją w ty serialu. Bo takie rzeczy się dzieją, gnębienie, przyszywanie fałszywej łątki, kłamstwa o innych, gwałty... Okropne.
Ten serial mam nadzieję, że otworzy oczy niektórym ludziom i skłoni ich by zaczęli postępować inaczej lub by w przyszłości zwrócić komuś uwagę by się zmienił bo kogoś może głęboko ranić. Poza tym... mam nadzieję, że ten serial również zwrócił uwagę na to by rozmawiać z młodzieżą i zwracać bardziej uwagę na to jak się zachowują, czy potrzebują pomocy...
Może ten post jest bez ładu i składu, ale musiałam to z siebie wyrzucić.
środa, 8 marca 2017
Hard week
Hard week. I have a lots of things to do. And too small time for that. And I feal weird.. because currently I am only one person who doesn't sleep at this moment in my place where I am now. It's too late and I don't think very well... in the background of my mind I see his face and feel his kisses... aww. Goodnight ;* sweet dreams for everyone
poniedziałek, 6 marca 2017
Coś dla wspomnień
I teraz tylko odtwarzam to w głowie. Krok po kroku, minuta po minucie. Byle tylko niczego mi pominąć, niczego nie zapomnieć... zapach, dotyk, słowa, wzrok... i na niczym się skupić nie potrafię bo tylko o tym myślę. I zarazem nie chcę przestać o tym myśleć. A z drugiej srony... to nic nie znaczyło. I nigdy więcej się nie powtórzy. Nigdy więcej nie wymienimy ze sobą paru zdań, nigdy więcej nie przeżyję tego samego. Być może nigdy więcej się nie spotykamy... ale wspomniania zostaną. Dlatego to zrobiłam. Dla wspomnień. I nie czuję się z tym źle. Może jedynie z tym, że to nic nie znaczyło i się nie powtórzy. Ale nie żałuję.
środa, 1 marca 2017
Trudności
Wszystko dla mnie jest trudne i skomplikowane. Miłość jest trudna, życie jest trudne, relacje międzyludzkie są trudne... i jak o tym myślę to mam ochotę sie schować i odciąć od wszystkiego. Boję się, że to wszystko mnie przerasta... i sobie nie poradzę. Jak teraz... teraz też sobie nie radzę. I boję się wszystkiego.
wtorek, 28 lutego 2017
Cisza i pustka
Ogarnął mnie smutek. I za nic w świecie nie potrafię go przegonić. Dokładnie nawet nie wiem z jakiego powodu jest mi smutno. Po prostu jest. Może smucę się nad sobą... bo zamiast robić to co trzeba ja się opierdalam... i może już wiem, że nie dam rady. Że nie zdążę... i zniszczę sobie całe życie.
Gdy tylko słońce wyjdzie
Radość serce me napełnia
Lecz gdy mrok niebo spowija
Strach zagląda do mej duszy
Ciemność chwili
Oddech grozy
Żal przekłuwa moje serce
Lęk, niepewność
Wszystko marne
Po co?
Żal mi samej siebie
Nic nie jest łatwe. Na pewno życie nie jest łatwe. Trzeba się starać, podejmować dobre decyzje. Życie składa się z wielu wyborów. A ja nie potrafię ich podjąć. I dlatego czasem się poddaję. I wpadam właśnie w taki stan.
Co czujesz?
Pustke
Cicho! Ktoś idzie...
Echo kroków odbija się głucho
W czeluściach serca i mojej duszy
Samotne piórko wiruje na wietrze
Nie to nie piórko
To moje myśli
Samotne jak palec
Zdane na siebie
Gdzieś miga płomyk
Lecz zgasnąć może
Bo tlenu już coraz bardziej brakuje
I dusić sie będzie dusza samotnie
Po cichu zamilknie
Choć i tak była niema
Umilknie, oślepnie
Już nie zobaczy
Zakończy swój żywot
Być może w rozpaczy?
Lecz i tak nic nie warta była
Co komu szkodzi
Niech milknie
Niech głuchnie
Nastanie cichsza cisza niż była
A zarazem głośna jak krzyk niemy
Zatrzepotał płomień raz jeszcze
Gdzieś trzyma się jeszcze
Nadzieja głupia
Bez czynów i chęci nic się nie zdarzy
Iskry polecą
I mrok nastanie
Cicho! Ktoś idzie
Choć pusto wokoło
Kroki
I stukot
I niemy krzyk
To cisza znowu
Gdy tylko słońce wyjdzie
Radość serce me napełnia
Lecz gdy mrok niebo spowija
Strach zagląda do mej duszy
Ciemność chwili
Oddech grozy
Żal przekłuwa moje serce
Lęk, niepewność
Wszystko marne
Po co?
Żal mi samej siebie
Nic nie jest łatwe. Na pewno życie nie jest łatwe. Trzeba się starać, podejmować dobre decyzje. Życie składa się z wielu wyborów. A ja nie potrafię ich podjąć. I dlatego czasem się poddaję. I wpadam właśnie w taki stan.
Co czujesz?
Pustke
Cicho! Ktoś idzie...
Echo kroków odbija się głucho
W czeluściach serca i mojej duszy
Samotne piórko wiruje na wietrze
Nie to nie piórko
To moje myśli
Samotne jak palec
Zdane na siebie
Gdzieś miga płomyk
Lecz zgasnąć może
Bo tlenu już coraz bardziej brakuje
I dusić sie będzie dusza samotnie
Po cichu zamilknie
Choć i tak była niema
Umilknie, oślepnie
Już nie zobaczy
Zakończy swój żywot
Być może w rozpaczy?
Lecz i tak nic nie warta była
Co komu szkodzi
Niech milknie
Niech głuchnie
Nastanie cichsza cisza niż była
A zarazem głośna jak krzyk niemy
Zatrzepotał płomień raz jeszcze
Gdzieś trzyma się jeszcze
Nadzieja głupia
Bez czynów i chęci nic się nie zdarzy
Iskry polecą
I mrok nastanie
Cicho! Ktoś idzie
Choć pusto wokoło
Kroki
I stukot
I niemy krzyk
To cisza znowu
środa, 1 lutego 2017
Zagubiona
Poczułam dziś się tak jak kiedyś. Tak samo beznadziejnie. Mam wrażenie, że moje życie nie ma sensu. Że wszystko zepsułam, że już za późno i nie zdążę. Jestem przerażona. Moja depresyjna playlista znowu wróciła do łask. Łzy w oczach to kolejny dowód na to, że coś jest nie tak. Mam dziwne poczucie beznadzieji. Wystarczyło, że wróciłam do szkoły. Dziwne co nie? Jutdo będzie chyba najgorszy dzień tego tygodnia... nie.. sory. Dzisiaj będzie najgorszy dzień tygodnia. Boję się i jestem zestresowana. Przed chwilą padałam ze zmęczenia, a teraz nie wiem czy zasnę. To że po raz kolejny zrobiłam sobie ranę na ręce to też nie jest normalne. Ale jakoś to przetrwam. Tak jak zawsze. Wszystko minie. Terminy gonią. Och jak ja bardzo się boję. I do tego czuję się taka samotna i zagubiona.
piątek, 27 stycznia 2017
Kolejne zdania przemyśleń
Wow.. pięć wyświetleń zgarnął mój najnowszy ostatni post i jeden przycisk +1. Cieszę się bo nie spodziewałam się nawet jednego.
Dziś [magiczny przycisk przenoszący do świata muzyki] przeniesie was do twórczości Agnes Obel.
Zanim coś tu dziś napiszę muszę was prosić o chwilkę na zastanowienie, gdyż muszę się zastanowić o czym napisać, żeby nie napisać o tym samym. Ale trudno nie pisać o tym samym gdy ten sam strach ciągle we mnie siedzi.
Piątek. Dziś mamy ostatni dzień roboczy moich ferii. Moja wolność dobiega powoli końca. Jutro rozpoczyna się ostatni weekend i znowu zacznie się szkoła. Ostatnia prosta. Egzaminy. Dyplomy, a potem już tylko matura! Ha!
Może napiszę o śmierci? Czy to zbyt poważny temat jak dla tego miejsca? hm? Och.. głupia ja. Nikt mi nie odpowie. Przecież jak co dzień siedzisz sama w domu. No więc tak. Może napiszę o śmierci.
Nigdy wcześniej nie rozumiałam... nie... może rozumiałam co kieruje samobójcami ale zawsze uważałam, że Oni nie powinni tego robić. Zadawałam sobie pytanie dlaczego ktoś im nie pomógł i nie powiedział, że jest inne wyjście. Jednak ostatnio sama doświadczyłam takiego stanu, że zrozumiałam. I nie potrafię sobie wyobrazić żeby czuć coś takiego przez dłuższy czas. To było tak okropne uczucie. Nie widziałam w niczym sensu. Dlatego teraz rozumiem, że samobójcy ciężko wyjaśnić, że jest inne wyjście. Bo oni go nie widzą i nie zobaczą. Bo wszystko jest złe. Nie ma sensu życia, jest tak źle, że nic się nie da zrobić. Już za późno. Miałam ochotę zniknąć.
Codziennie śmierć robi mały krok w naszym kierunku. Codziennie starzejemy się i jesteśmy bliżej końca naszego życia. Ale... nie przybliżajmy jej sami na siłę. Chciałabym, aby nigdy więcej nikt nie zabijał. Żeby ludzie umierali szczęśliwi, po przeżyciu wspaniałych chwil. Chciałabym, aby każdy z nas umarł w starości śmiercią naturalną. Żeby nie było morderstw, wojen, wypadków. Chciałabym dla wszystkich wspaniałego życia i spokojnej śmierci. Szkoda, że moje "marzenie" nigdy się nie spełni. Bo ludzie nie działają wbrew swojej naturze. A w naszej naturze najwidoczniej leży zabijanie. Czyżby instynkt z przeszłości?
Dziś [magiczny przycisk przenoszący do świata muzyki] przeniesie was do twórczości Agnes Obel.
Zanim coś tu dziś napiszę muszę was prosić o chwilkę na zastanowienie, gdyż muszę się zastanowić o czym napisać, żeby nie napisać o tym samym. Ale trudno nie pisać o tym samym gdy ten sam strach ciągle we mnie siedzi.
Piątek. Dziś mamy ostatni dzień roboczy moich ferii. Moja wolność dobiega powoli końca. Jutro rozpoczyna się ostatni weekend i znowu zacznie się szkoła. Ostatnia prosta. Egzaminy. Dyplomy, a potem już tylko matura! Ha!
<przerwa na zastanowienie>
Otrzymujemy ją prawie każdego dnia z każdej strony. Co chwilę w telewizji, radiu, mediach społecznościowych, serialach... wszędzie mamy do czynienia ze śmiercią. Jesteśmy nią karmieni. Bo co chwilę ktoś umiera i mówią o tym w mediach. A to jakiś karambol, a to zamach, a to może pijany kierowca, mąż zabił żonę i dziecko, pięciomiesięczne dziecko skatowane przez matkę, pies zakopany żywcem, sławny aktor/aktorka/muzyk nie żyje... Tyle śmierci jest wokół nas. I my, ludzie, powoli się na nią znieczulamy. Bo gdyby każdy przejmował się każdym zgonem nie wytrzymalibyśmy psychicznie. Tyle bólu. To jest przykre. Jak niektórzy nie szanują daru od Boga... a jeśli już nie wierzysz w Boga to nie szanujesz siebie i czegoś najcenniejszego co posiadasz. Życie jest najcenniejszą rzeczą jaką posiadasz.
Zastanawiałeś się kiedyś nad samobójstwem? Są osoby, które myślą o tym codziennie. Są też tacy szczęściarze, którzy nigdy nie byli aż tak załamani by pomyśleć o tej strasznej ostatecznej rzeczy.Nigdy wcześniej nie rozumiałam... nie... może rozumiałam co kieruje samobójcami ale zawsze uważałam, że Oni nie powinni tego robić. Zadawałam sobie pytanie dlaczego ktoś im nie pomógł i nie powiedział, że jest inne wyjście. Jednak ostatnio sama doświadczyłam takiego stanu, że zrozumiałam. I nie potrafię sobie wyobrazić żeby czuć coś takiego przez dłuższy czas. To było tak okropne uczucie. Nie widziałam w niczym sensu. Dlatego teraz rozumiem, że samobójcy ciężko wyjaśnić, że jest inne wyjście. Bo oni go nie widzą i nie zobaczą. Bo wszystko jest złe. Nie ma sensu życia, jest tak źle, że nic się nie da zrobić. Już za późno. Miałam ochotę zniknąć.
Codziennie śmierć robi mały krok w naszym kierunku. Codziennie starzejemy się i jesteśmy bliżej końca naszego życia. Ale... nie przybliżajmy jej sami na siłę. Chciałabym, aby nigdy więcej nikt nie zabijał. Żeby ludzie umierali szczęśliwi, po przeżyciu wspaniałych chwil. Chciałabym, aby każdy z nas umarł w starości śmiercią naturalną. Żeby nie było morderstw, wojen, wypadków. Chciałabym dla wszystkich wspaniałego życia i spokojnej śmierci. Szkoda, że moje "marzenie" nigdy się nie spełni. Bo ludzie nie działają wbrew swojej naturze. A w naszej naturze najwidoczniej leży zabijanie. Czyżby instynkt z przeszłości?
piątek, 20 stycznia 2017
Samotne przemyślenia
Dziś jako podkład muzyczny wybrałam Oh Wonder.
[magiczny przycisk przenoszący w świat muzyki]
Kolejny taki sam dzień. Identyczny. Niby mam sztywnie trzymać się grafiku, ale jak zwykle mi to nie wychodzi. Dni, które minęły są tak identyczne, że nie wiem czy coś było wczoraj czy parę dni temu. Bezsensowne szare dni. Spędzane w większej mierze samotnie, przy komputerze... z głośników słychać ciągle te same piosenki, nieustająco powtarzające się. A w głowie mam ciągle ten sam bałagan. Ciągle wiem, że nic nie wiem. Mamy połowę stycznia a ja zachowuję się jakbym do maja miała jeszcze co najmniej rok i spokojnie... jeszcze mam czas na wybranie swojej drogi życia. Nic nie ogarniam. Myśl o przyszłości mnie przeraża. Nie mam pojęcia co ze sobą zrobić. Dlaczego jestem taka... nijaka? Nie umiem podjąć takiej decyzji... z drugiej strony jest to zrozumiałe... To jedna z poważniejszych decyzji w moim dotychczasowym życiu. Tym razem nie może się skończyć jak trzy lata temu.. Zrezygnowałam, schowałam się, odpuściłam... Mogłam nie. I może teraz wszystko byłoby inne. ALE stop. Po co gdybać. Żyjmy chwilą. Tu i teraz. Chociaż nie. Nie żyjmy chwilą. Żyjmy nudnym poukładanym, szczegółowo zaplanowanym życiem. Co z tego, że jest monotonne. Przynajmniej mamy jakąś minimalną pewność, że wszystko się nie spierdoli! Jeee! Cieszmy się. Szaleć będziesz kiedy indziej. Jeśli zdasz maturę, zagrasz dyplom i dostaniesz się na studia (jeszcze nie do końca wiadomo jakie).
Druga możliwość jest taka, że jak już to wszystko się skończy. W końcu skończę tą szkołę i jakimś cudem dostanę się na studia... załóżmy dziennikarskie :o (fakt, że na jedno miejsce jest 11, coś człowieka nie pomaga mi myśleć, że się tam dostanę) No ale jak już się tam dostanę i sobie nie poradzę... albo dobra.. może jakoś skończę te studia to co potem? To nie będzie już nauka. Życie. Przerażające nieprawdaż? Nie będzie już profesorów, nauczycieli, egzaminów, sesji. Będziesz tylko ty sam, ze swoim życiem, które sam musisz toczyć i to jeszcze musisz znaleźć dobry tor, żeby toczyć je w odpowiednim kierunku. To jest dopiero wyzwanie. Można by stwierdzić, że to co mamy teraz jest proste! A jeśli to jest dla mnie trudne... to jak bardzo trudne będzie dla mnie życie? Tam będzie jeden egzamin. Egzamin z życia. Musisz go zdać przed samym sobą i tylko od Ciebie zależy z jakim wynikiem ten egzamin ukończysz. Czy stoczysz się na dno i będziesz wolał, żeby nikt o tobie ni pamiętał bo wstyd... czy może w końcu wespniesz się na szczyt i jakieś światło glorii i chwały spadnie na twe ramiona. Wszystko zależy od Ciebie. Ode mnie. A to jaki będę mieć początek zależy od tego co zrobię teraz. Albo raczej czego nie zrobię. Może od tego i tego. To się wszystko razem łączy. Przeszłość z przyszłością i teraźniejszością. Dlatego kończę już ten monolog żeby się uczyć i nie popełnić błędów z przeszłości i nie spieprzyć swojej przyszłości.
Cześć!
[magiczny przycisk przenoszący w świat muzyki]
Kolejny taki sam dzień. Identyczny. Niby mam sztywnie trzymać się grafiku, ale jak zwykle mi to nie wychodzi. Dni, które minęły są tak identyczne, że nie wiem czy coś było wczoraj czy parę dni temu. Bezsensowne szare dni. Spędzane w większej mierze samotnie, przy komputerze... z głośników słychać ciągle te same piosenki, nieustająco powtarzające się. A w głowie mam ciągle ten sam bałagan. Ciągle wiem, że nic nie wiem. Mamy połowę stycznia a ja zachowuję się jakbym do maja miała jeszcze co najmniej rok i spokojnie... jeszcze mam czas na wybranie swojej drogi życia. Nic nie ogarniam. Myśl o przyszłości mnie przeraża. Nie mam pojęcia co ze sobą zrobić. Dlaczego jestem taka... nijaka? Nie umiem podjąć takiej decyzji... z drugiej strony jest to zrozumiałe... To jedna z poważniejszych decyzji w moim dotychczasowym życiu. Tym razem nie może się skończyć jak trzy lata temu.. Zrezygnowałam, schowałam się, odpuściłam... Mogłam nie. I może teraz wszystko byłoby inne. ALE stop. Po co gdybać. Żyjmy chwilą. Tu i teraz. Chociaż nie. Nie żyjmy chwilą. Żyjmy nudnym poukładanym, szczegółowo zaplanowanym życiem. Co z tego, że jest monotonne. Przynajmniej mamy jakąś minimalną pewność, że wszystko się nie spierdoli! Jeee! Cieszmy się. Szaleć będziesz kiedy indziej. Jeśli zdasz maturę, zagrasz dyplom i dostaniesz się na studia (jeszcze nie do końca wiadomo jakie).
Druga możliwość jest taka, że jak już to wszystko się skończy. W końcu skończę tą szkołę i jakimś cudem dostanę się na studia... załóżmy dziennikarskie :o (fakt, że na jedno miejsce jest 11, coś człowieka nie pomaga mi myśleć, że się tam dostanę) No ale jak już się tam dostanę i sobie nie poradzę... albo dobra.. może jakoś skończę te studia to co potem? To nie będzie już nauka. Życie. Przerażające nieprawdaż? Nie będzie już profesorów, nauczycieli, egzaminów, sesji. Będziesz tylko ty sam, ze swoim życiem, które sam musisz toczyć i to jeszcze musisz znaleźć dobry tor, żeby toczyć je w odpowiednim kierunku. To jest dopiero wyzwanie. Można by stwierdzić, że to co mamy teraz jest proste! A jeśli to jest dla mnie trudne... to jak bardzo trudne będzie dla mnie życie? Tam będzie jeden egzamin. Egzamin z życia. Musisz go zdać przed samym sobą i tylko od Ciebie zależy z jakim wynikiem ten egzamin ukończysz. Czy stoczysz się na dno i będziesz wolał, żeby nikt o tobie ni pamiętał bo wstyd... czy może w końcu wespniesz się na szczyt i jakieś światło glorii i chwały spadnie na twe ramiona. Wszystko zależy od Ciebie. Ode mnie. A to jaki będę mieć początek zależy od tego co zrobię teraz. Albo raczej czego nie zrobię. Może od tego i tego. To się wszystko razem łączy. Przeszłość z przyszłością i teraźniejszością. Dlatego kończę już ten monolog żeby się uczyć i nie popełnić błędów z przeszłości i nie spieprzyć swojej przyszłości.
Cześć!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)